cały piątek spędziłem na aktywnym wypoczynku, polegającym na zwiedzaniu Mediolanu, tym razem bez roweru. Z buta zrobiłem 25 km, krążąc od Duomo poprzez 5 różnych muzeów i liczne kościoły. Tak, katedra w Mediolanie zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ale nie o tym tutaj.
W sobotni poranek pożegnałem się z Michałem i Karoliną i ruszyłem w dalszą trasę. W Lodi zatrzymałem się na drugie śniadanie. W 1162 roku Fryderyk I Barbarossa zbudowal tutaj warowny zamek, w którym to w 1454 roku została zawarta tzw. Liga Włoska, czyli pokój między Mediolanem, Florencją, Wenecją i papieżem Mikołajem V. Niestety, zamek nie jest udostępniony do zwiedzania, a szkoda. Na ulicach Lodi widać było wieku turystów, więc musi być coś, co przyciąga ludzi do tego miasta.

Moim celem tego dnia była Crema, czyli serce filmu Call me by your name, jednak po drodze miałem do zobaczenia jeszcze kilka miejsc związanych z fabułą. Pierwszym z nich było małe gospodarstwo w miejscowości Corte Palasio. Tutaj, pod bramą budynku, Elio zatrzymuje rower i pyta Olivera, czy jest spragniony. Podchodzi do siedzącej na ławce przed budynkiem kobiety i prosi ja po włosku o szklankę wody. Kobieta znika w drzwiach, a panowie przyglądają się obrazowi Benito Musolinniego wiszącemu nad framugą.

Ów portret wisi tam nadal. Miły właściciel gospodarstwa pozwolił pokręcić mi się po tym miejscu i zrobić kilka zdjęć.

Po zaspokojeniu pragnienia, Elio i Oliver znikają na rowerach za rogiem budynku.

Mnie droga zaprowadziła do Moscazzano, czyli do miejsca gdzie znajduje się dom z filmu. Casa obecnie jest w rękach prywatnych, dostępu do niej broni wysoki mur i dwie bramy, które skrzętnie zasłonięte są płachtą strzegącą prywatności. Przed jedną z nich wisi tablica informująca, że w środku trwa remont, polegający na budowie basenu.

W filmie na terenie posiadłości znajdował się mały basen, w rzeczywistości podczas kręcenia scengo tam nie było; te ujęcia kręcono gdzie indziej.

W Moscazzano rozgrywa się również scena wizyty w barze.

Oliver z Elio przyjeżdżają tam, Oliver wchodzi do baru na partyjkę kart z mieszkańcami miejscowości.

Bar w rzeczywistości tam nie istnieje, ale nadal działa Pellicceria Spoldi, czyli rodzinny sklep z futrami. Widać musiał istnieć tutaj też w 1983 roku, skoro reżyser zdecydował się zachować oryginalny szyld w filmie.

Na skrzyżowaniu pod barem miało miejsce również pojednanie między Elio i Marzią. Elio, zrozpaczony po wyjeździe Olivera do Stanów, wraca z matką samochodem ze stacji kolejowej.

Zatrzymują się w Moscazzano; tam do auta podchodzi Marzia i wyjaśnia, że kocha Elio, ale że chce, aby zostali przyjaciółmi.
Skądś znam tę historię…
Kilka kilometrów na południowy wschód od Moscazzano, leży Montidine. Tam, na przystanku autobusowym rodzice Elio żegnają Olivera, po czym obaj panowie wsiadają do autobusu i jadą na swoją ostatnią wycieczkę do Bergamo.

Przytanek istnieje tam nadal, umiejscowiony jest pod kościołem, na centralnym placu miejscowości. Gdy tam byłem, podjechał akurat kursowy autobus, ale Elio ani Olivera w środku nie bylo…

Crema znajduje się ok 10 km na północ od Montodine. Przejechałem główną ulicą starego miasta, bacząc uważnie na licznych turystów, których napływ zdecydowanie zwiększył się po emisji filmu. Dużo było też miejscowych; na ulicach trwał właśnie targ kwiatowy.

Zostawiłem rower i bagaże w sympatycznym hoteliku nieopodal, o uroczej nazwie Call me Crema, po czym udałem się na zwiedzanie miasta. Swoje kroki skierowałem do biura informacji turystycznej: w środku znalazłem mini sklepik z gadżetami z filmu, w korytarzu stały dumnie dwa oryginalne filmowe rowery. Przygotowano nawet osobny pokój z naturalnej wielkości fotografiami głównych bohaterów oraz z grą VR, w której wcielasz się w postać Elio i odpowiadasz na pytania związane z filmem.

Przemiły pracownik informacji, gdy dowiedział się, że przyjechałem rowerem z Polski, podarował mi koszulkę filmową na pamiątkę.
Zrobiłem sobie spacer do miejsca, co do którego nie miałem większych nadziei że będzie otwarte. Chciałem choć przez bramę zobaczyć placyk, na którym rozgrywała się scena nocnej dyskoteki, na której Elio odegrał swój zmysłowy taniec. Ku mojemu zdziwieniu brama Arci di San Bernardino była otwarta, jakąś kobieta właśnie rozwieszala pranie. Pozwoliła mi wejść na podwórze…

Następnego dnia, na lekko, wczesnym rankiem, żeby uniknąć turystów, udałem się na penetrowanie ulic miasta.

Na głównym placu, pod bramą Arco del Torrazzo, znalazłem kawiarnię, w której Elio i Oliver spędzili przedpołudnie.

Obok wisi szyld kiosku La Provincia, gdzie Oliver wstąpił po papierosy. Kiosk był tego dnia zamknięty, była niedziela.

W krużgankach Sotto i Portici del Municipio Elio pożyczał Marzii książkę do czytania.

Kilkaset metrów od katedry w Cremie, znajduje się Via Pesadori, którą Elio i Oliver przejeżdżają na rowerach, zmierzając do banku, w którym Oliver zamierzał założyć konto.

W jednej ze scen Elio z Marzią przechodzą wąską uliczką Vicolo Marazzi

i udają się na Piazza Premoli, pod budynek Palazzo Pozzali già Premoli e Patrini, gdzie wdają się w pogawędkę. Marzia siedzi na kamiennej ławce, Elio zalotnie opiera się o kolumnę budynku. W trakcie kręcenia filmu w tym miejscu nocował reżyser, Luca Guadagnino.

I kluczowe miejsce: słynne drzwi, które jako jedyne oznaczone są na mapach Google. To tutaj odbywa się scena flirtu między Elio i Oliverem.

Jest to miejsce symboliczne dla wszystkich fanów filmu; widać to po setach podpisów i cytatów umieszczonych markerami na drewnianych drzwiach, ku rozpaczy właścicieli miejsca, którzy na tablicach informacyjnych proszą o uszanowanie ich własności.

Koło południa wstałem na rower i pojechałem do miejsca, w którym kręcone były 3 pomniejsze sceny. W filmie mowa o rzece, w rzeczywistości jest to niewielkie jeziorko na terenie przepięknego rezerwatu przyrody. Kąpiel jest zabroniona.

Jazda po włoskich wiejskich drogach daje mi poczucie niesamowitego spokoju i sielanki. Nigdzie się nie spieszę , chłonę ten czas, skupiam się na tym, co we mnie, co gra mi w duszy. Czuję niesamowitą wdzięczność, że udało mi się tutaj dojechać, mimo problemów z kolanem, mimo zwątpień, który miałem na trasie. Gdyby nie film, pewnie nigdy bym tutaj nie trafił.
Gdy piszę te słowa, zimna woda muska moje stopy, dając potrzebne orzeźwienie, szum drzew nastraja, a ja znów jestem w ’83 roku gdzieś „in the northern Italy…”

postaw mi kawę
jeśli podoba Ci się to, co robię i chcesz dodać mi energii, postaw mi wirtualną kawę.






































Dodaj komentarz