śladami Elio (Bergamo – Milano) – dzień 13 i 14

3–5 minut

siedzę sobie właśnie w ulubionym miejscu Elio, tutaj, gdzie lubił przychodzić czytać książki. Moczę nogi w krystalicznie czystej i zimnej wodzie Fontanile Quarantina i rozmyślam o tym, co się wydarzyło przez ostatnie 3 dni.

Były naprawdę bardzo magiczne.

W czwartkowy poranek wyjechałem z Bergamo, gdzie wieczór wcześniej próbowałem odnaleźć uczucia targające Elio podczas jego ostatnich chwil z ukochanym. Ruszyłem bez śniadania, licząc na to, że zatrzymam się zjeść gdzieś po drodze, w jakiejś maleńkiej miejscowości z dala od turystycznych szlaków.

Koła mojego Elio zawiodły mnie do Spirano. Tam w jedynej czynnej kawiarni zjadłem croissanta i wypiłem espresso tonic, który z zaciekawieniem uczyłem przygotować przemiłej barmance.

Kolejno minąłem Caravaggio, czyli miasto, z którego pochodziła rodzina słynnego włoskiego malarza. Wstąpiłem do kościoła przy głównym placu, przekonany, że znajdę w środku jakieś obrazy mistrza. Niestety, tego Caravaggio tam nie było, ale odnalazłem wiele innych obrazów namalowanych przez uczniów jego szkoły malarskiej.

Na południe od Caravaggio znajduje się miejscowość Capralba. Zaraz za nią, Elio (ten mój) poprowadził mnie „pustą, prowincjonalną drogą” odchodzącą od cmentarza w Farinate, wprost do magicznego miejsca tego filmowego Elio.

Słońce smagało nieosłonięte fragmenty mojego ciała. Rower zostawiłem przy bramie zagradzającej wejście do sadzawki. Zielona ścieżka, cisza, skutecznie zakłócana przez śpiew ptaków, cykady, lekkie podmuchy wiatru i szum drzew – to świadkowie pierwszego pocałunku…

To tutaj, w trawie przy brzegu jeziorka, Elio i Oliver osiągają poziom intymności, jakiego nie doznali wcześniej. Miejsce to opisuje Elio jako takie, w którym można odnaleźć wewnętrzny spokój, będąc w całkowitej harmonii z naturą.

– To miej­sce na­le­ży do mnie, przy­cho­dzę tu po­czy­tać. Nie zli­czę, ile ksią­żek tutaj prze­czy­ta­łem.

– Lu­bisz być sam? – za­py­tał.

– Nie. Nikt nie lubi być sam. Ale na­uczy­łem się z tym żyć.

W filmie mowa jest o tym, że woda z sadzawki spływa tutaj prosto z Alp. Jest to po trosze prawdą: woda w fontannach jest wydobywana od czasów starożytnych spod ziemi do niecek basenowych, gdzie jest gromadzona a następnie transportowana dalej jako woda powierzchniowa  w celu nawadniania pól.

W rejonie Capralby jest kilkanaście takich fontann, wszystkie powstały w XI-XII wieku. W przeszłości cały obszar Capralby był obszarem bardzo narażonym na podmycia. Fontanny odegrały rolę w rekultywacji terenu, ponieważ otwarcie głowicy podziemnego źródła powodowało obniżenie się zwierciadła wody. W efekcie, w dłuższej perspektywie, zwiększa to odprowadzanie wody i zapobiega zjawiskom podtopień.

Wszedłem do niecki basenowej, czując pod stopami ostre kamienie. Było to bardzo przyjemne i orzeźwiające doznanie. Nie wiem, czy Monet przychodził tu malować, jak twierdził Elio, ale z pewnością miejsce to daje natchnienie i niezakłócony spokój. Chłonąłem to, ciesząc się w duszy, że jestem tutaj sam. Zupełnie jak on, kiedy przyjeżdżał tu, by czytać.

Do Pandino wjechałem od tej samej strony, co bohaterowie filmu, od zamku Visconti z 1355 roku. Zatrzymałem się przy barze, do którego Oliver wstąpił po papierosy. Bar był zamknięty, trwała właśnie siesta. Podszedłem do stojącego na środku placu pomnika i spojrzałem na tablicę.

Pomnik upamiętnia młodzież miasta, która zgilena w czasie I wojny światowej  w bitwie pod Piave. Sama scena w filmie trwa kilka minut, autorowi książki zajęła ona kilka stron. Scena była powtarzana trzykrotnie dla uzyskania odpowiednich ujęć. Tak Andre Aciman wypowiedział się o nakręconej scenie:

Jestem rzeźbiarzem, który wyrzeźbił posąg, ale Guadagnino ożywił go.

Scena jest pełna emocji i niewypowiedzianych słów. Jednak obaj bohaterowie czują doskonale, co ta chwila dla nich oznacza:

– Nic nie wiem, Oli­ver. Nic, po pro­stu nic.

– Wiesz wię­cej, niż kto­kol­wiek inny w tej oko­licy.

– Nie masz po­ję­cia, jak nie­wie­le wiem o tym, co na­praw­dę ważne.

– Mia­no­wi­cie?

– Wiesz, o co mi cho­dzi. Aku­rat ty mu­sisz to wie­dzieć.

– Dla­cze­go mi to wszyst­ko mó­wisz?

– Bo uwa­żam, że po­wi­nie­neś to wie­dzieć.

– Bo uwa­żasz, że po­wi­nie­nem to wie­dzieć.

– Chwi­la – mó­wisz do mnie to, co myślę, że mó­wisz?

– Ta-ak.

Później, jadą asfaltową drogą, bawiąc się w wyścig. Znalazłem tę drogę po znakach, przy których się zatrzymali. Przejechałem nią w tym samym kierunku. Tym razem nikt nie wygrał rowerowej potyczki.

Skończyłem dzień na przedmieściach Mediolanu; tam zatrzymałem się na dzień restu u Polaka, którego ogłoszenie wynajmu pokoju znalazłem na grupie na Facebooku. Michał Tota przyjął mnie bardzo serdecznie, jego przyjaciółka Karolina poczęstowała przepyszną kolacją.

Cały następny dzień spędziłem na aktywnym wypoczynku, wiedzacaj od rana do wieczora Mediolan. Oprócz klasyka w postaci Duomo, odwiedziłem liczne muzea, nie udało mi się tylko dostać do Ostatniej Wieczerzy Leonardo da Vinci, gdyż konieczna jest wcześniejsza rezerwacja.

postaw mi kawę

jeśli podoba Ci się to, co robię i chcesz dodać mi energii, postaw mi wirtualną kawę.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Skomentuj

jadę dalej