dzień 7 – Sibiu – Cârțișoara

2–3 minut

W końcu się wyspałem.

Wstaliśmy o 9 i leniwie spakowaliśmy manatki. Dzisiaj zaplanowaliśmy luźniejszy dzień, żeby odpocząć po tygodniu jazdy i nabrać siły na jutrzejszy podjazd drogą Transfăgărășan.

Przed śniadaniem zahaczyliśmy o dworzec kolejowy w Sibiu żeby kupić bilety do miejscowości Cârța, skąd po południu podjedziemy do campingu.

Potem ruszyliśmy w miasto.
Sybin to miasto, które zachwyca na każdym kroku. Położone w sercu Siedmiogrodu, jest jednym z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast w Rumunii. Spacerując po brukowanych ulicach, miałem wrażenie, że cofnąłem się w czasie. Główne place, takie jak Piața Mare i Piața Mică, otoczone są kolorowymi, barokowymi kamienicami.

Moją uwagę przyciągnęły charakterystyczne „oczy Sybina” – lukarny w dachach, które nadają miastu unikalny wygląd i sprawiają, że domy wyglądają, jakby patrzyły na przechodniów.
Miasto dzieli się na Górne i Dolne. Górne to serce historyczne z głównymi zabytkami, takimi jak Most Kłamców i Wieża Radna, z której roztacza się piękny widok na całą okolicę. Z kolei Dolne Miasto, z wąskimi uliczkami i murami obronnymi, ma bardziej kameralny, rzemieślniczy charakter. Sybin to również ważne centrum kulturalne, często nazywane „europejską stolicą kultury” Rumunii. Znajdziesz tu liczne muzea, galerie sztuki oraz odbywające się przez cały rok festiwale. Miasto jest żywe, pełne klimatycznych kawiarni, restauracji serwujących lokalne przysmaki i małych sklepików z rękodziełem. Jest to idealne miejsce dla każdego, kto chce poczuć autentyczną atmosferę Siedmiogrodu.

Śniadanie zjedliśmy w Cafe Wien, na murach, zaraz obok Mostu Kłamców. Potem wdrapaliśmy się na wieżę ewangelickiej Katedry Marii Panny. Roztacza się z niej widok na całe miasto oraz otaczający go masyw Gór Fogaraskich.

Następnie zjechaliśmy na dolne miasto na kawę i udaliśmy się na dworzec.

Pociąg do Cârțy to typowy szynobus. Jedzie półtorej godziny, zatrzymuje się na każdej stacji, przy peronach wyglądających jak kilka betonowych płyt rzuconych przypadkowo przy torach.

W środku przez pierwsze pół godziny panował nieprzyjemny zaduch, dopiero potem zaczęła się rozkręcać klimatyzacja. Bilety na rower kupuje się u konduktora.

Ze stacji ruszyliśmy w stronę Cârțișoary. To ok 13 kilometrów trasy z niesamowitym widokiem na całe pasmo górskie. W Cârțișoarze, tak jak w każdej rumuńskiej miejscowości, przed każdym domem znajduje się ławeczka, często pomalowana pod kolor płotu. Gromadzą się na niej mieszkańcy wraz z sąsiadami, żeby wspólnie przegadać sprawy bieżącego dnia lub zwyczajnie pomilczeć.

Z Polski możemy znać ten zwyczaj jako instytucję tzw. miejskiego monitoringu, a więc babć wychylających się za parapet okna, żeby doglądać osiedla.

Postawiliśmy zjeść kolację w restauracji Hanul Patrisiei, gdzie zamówiliśmy tradycyjną ciorbę. To zupa z wkładką warzywną i mięsną, podawana z chlebem i gęstą śmietaną. Na drugie zamówiłem wieprzowinę z polentą i wszystko podlałem bezalkoholowym piwem Ursus.

Zjechaliśmy kilkaset metrów w dół i w ogrodzie przy pensjonacie Casa Dates rozbiliśmy namioty na noc.

postaw mi kawę

jeśli podoba Ci się to, co robię i chcesz dodać mi energii, postaw mi wirtualną kawę.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

jadę dalej