Zaczynam się stresować że nie zdążę się spakować i że w tym harmidrze zapomnę jakichś najważniejszych rzeczy. Pierwszy raz lecę z rowerem samolotem. Nie wiem jak powinienem odpowiednio zabezpieczyć rower w kartonie, jakie elementy powinienem odkręcić, jak wystarczająco spuścić powietrze z opon tak, żeby nie straciły szczelności i żeby mleko się nie wylało. A do tego jeszcze praca, bo do ostatniego dnia pracuję zdalnie.

Karton nie jest pierwszej świeżości, ma już trochę za sobą, Oklejony jest fakt szarą tasmą pakowną. Wczoraj przygotowywałem rower do wyprawy, zamontowałem na nim mniejsze torby i wszystkie uchwyty. Zajęło mi to ponad 2 godziny, żeby zmieścić wszystko na kokpicie tak, by zostało jeszcze miejsce na ręce.
Zacząłem od zdjęcia przedniego koła. Następnie owinąłem widelec folią babelkowa i kartonem i skręciłem w bok kierownicę. Nie ma szans. Tak skrzywiona kierownica nie zmieści się do pudła. Trzeba ją odkręcić od mostka. Nieco lepiej, ale wszystkie uchwyty skrzętnie montowane wczoraj też trzeba zdjąć, żeby klamkomanetki zmieściły się do kartonu i nie były ściskane przez mocowanie do kamerki. Całą wczorajsza praca na marne. Odkręcam tylna przerzutkę. Wsadzam rower do kartonu ale tylne koło zbytnio wystaje. Więc je odkręcam.
Potem orientuję się, że z przodu kartonu było sporo miejsca więc wracam do montowania tylnego koła. Wolę żeby było zamontowane, bo mniejsze ryzyko wykrzywienia tarczy hamulcowej. Owijam wszystko folią, w szpary wciskam kawałki kartonu, wolne przestrzenie wypycham zapakowanymi torbami z ubraniami.
Jeszcze bidony, jeszcze spuszczenie powietrza z opon, jeszcze siodełko.
Kiedy wyjmuję sztycę z ramy, zauważam, że karbon jest pęknięty. Jak ja jeździłem te kilka miesięcy z pękniętym karbonem pod dupą? Nie ukrywam że czasami na wybojach słyszałem lekkie trzaśnięcie pod tyłkiem, ale nie spodziewalem się że to może być pęknięcie karbonu. Co teraz? W sumie jeśli tyle to wytrzymało, czemu ma nie wytrzymać jeszcze trochę?
Na szczęście Wojtek przytomnie reaguje i pożycza mi swoją aluminiową sztycę, jaką ma w zapasie. Ciekawe czy uda mi się zamontować siodło tak, żeby nie zepsuć sobie bikefittingu…
Wszystko w kartonie. Idę na fajkę na balkon i myślę, czy wszystko wziąłem.
Wtem Maciek: Kask wziąłeś?
To jest właśnie to. Zapomniałem o jednej z najważniejszych rzeczy. Dokładam kask, przygotowane wcześniej buty i zaklejam karton taśmą.
Będzie cud, jak rower doleci na miejsce 2 całości. Na razie nie myślę o skręcaniu tego wszystkiego do kupy na miejscu.
postaw mi kawę
jeśli podoba Ci się to, co robię i chcesz dodać mi energii, postaw mi wirtualną kawę.







































Dodaj komentarz