wstałem w dobrym humorze, mimo że pogoda nie nastraiała do takowego. Może to przez to miejsce? Limone sul Garda naprawdę mnie urzekło. Myślę, że od wczoraj jest to moje miejsce na ziemi, podobnie jak Horvath Pince nad Balatonem, w którym za przyczyną mojego przyjaciela Michała znalazłem się rok temu.

Nasze miejsca na ziemi to nie tylko te miejsca, które nam się po podobają; to są miejsca, w których jesteśmy dobrze przyjęci i przez to dobrze się czujemy.
Tak więc, mimo chłodu poranka, spakowałem szybko swoje rzeczy, pożegnałem się z Kerstin i Berndtem, na odchodne wymieniliśmy się kontaktami, po czym ruszyłem w trasę.
Przez pierwsze 17 kilometrów droga nie była zbyt ciekawa, cały czas jechałem ulicą przez liczne tunele, w tym wspomniany wczoraj tunel z Jamesa Bonda. Zaskoczyło mnie jednak to, że w tunelach też mogą być podjazdy – jeden z nich miał ponad 3 kilometry długości i pokonywał 130 m przewyższenia. Wyobrażam sobie miny kierowców, którzy zirytowani musieli wlec się za moim rowerem.

Było chłodno: na otwartym terenie wiał wiatr, w tunelach również, chociaż troszkę słabszy. Na zjazdach łapałem prędkość żeby się trochę rozgrzać. Po tych kilkunastu kilometrach odbiłem za kościołem w lewo do miejscowości Gargnano.
Tam, po stromym zjeździe wąskimi uliczkami, dotarłem do portu, w którym znalazłem małą kawiarenkę na rogu. Zamówiłem sobie croissanta i capuccino na śniadanie.

Następnie przez Bogliaco, Maderno i Gardone Riviera dotarłem do Sali. Tam znów zajechałem do portu, żeby wciągnąć banana i zrobić kilka zdjęć. Zaraz za Salo rozpoczął się dosyć stromy, serpentynowy podjazd. Ze szczytu wzgórza Monte Croce rozpościerał się przepiękny widok na całą południową stronę jeziora. Zatrzymałem się na chwilę, żeby pooglądać widoki i zrobić kilka zdjęć, po czym ruszyłem dalej w stronę Desenzano dek Garda. Na trasie zaczął padać deszcz – jechałem cały czas asfaltem z dosyć dużą prędkością. Obok mijały mnie chlapiące samochody, ale byłem w tak dobrym humorze, że mimo deszczu podczas jazdy śpiewałem sobie na głos różne polskie i włoskobrzmiące piosenki.

W Desenzano sul Garda na starym mieście zajechałem do wypatrzonego wcześniej serwisu rowerowego. Chciałem w połowie mojej wyprawy oddać Elio do przeglądu, żeby sprawdzili hamulce, wyczyścili bardzo brudny już napęd i żeby nałożyli nowy smar na łańcuch.
Niestety, mimo dobrych chęci, serwisant powiedział, że nie ma czyścika do napędu, więc nie jest w stanie mi pomóc. Pololecił mi natomiast inny serwis, w Sirmione. Dobrze się składało, bo to był cel mojej trasy tego dnia.

Przy wyjeździe z Desenzano zobaczyłem bilboard z ogłoszeniem zbliżającego się wyścigu Giro do Italia. Nie mógłbym przepuścić tej okazji i zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcie.
Do Sirmione zostało mi niespełna 5 kilometrów, a pora była dosyć wczesna, więc nie spiesząc się zbytnio ruszyłem, najpierw ulicą, później ścieżką rowerową, w stronę zaproponowanego mi wcześniej serwisu rowerowego.

Serwis Il Cyclista znalazłem bez problemu – znajdował się przy głównej trasie. Po krótkiej konsultacji umówiliśmy się z serwisantem, że najpierw pojadę na camping zawieźć swoje klamoty, a później wrócę z Elio, żeby zostawić go na całą noc i następny dzień na przegląd.
Wieczorem wybrałem się na spacer do historycznego centrum miasta Sirmione, zeby zaplanować zwiedzanie następnego dnia.

Próbowałem też dostać się na plażę Jamaica, na której kręcono jedną ze scen filmu „Call me by your name”. To ta scena, w której Elio z ojcem i Olivierem podziwiają starożytną rzeźbę wyłowioną z dna jeziora Garda. Wiedziałem, że główne wejście na plażę jest zamknięte, więc spróbowałem dojść tam brzegiem jziora. Niestety udało mi się dojść tylko do połowy: brzeg jest usłany śliskimi kamieniami i znajduje się na bardzo stromym zboczu, było zbyt duże niebezpieczeństwo, że z góry będą spadały odłamki skał. W połowie trasy, brodząc po kolana w zimnej wodzie, poddałem się. Zrobiłem sobie tylko kilka pamiątkowych zdjęć w pobliżu miejsca, gdzie była kręcona jedna z ważniejszych scen filmu.

Dzisiaj wstałem wcześnie rano z myślą, żeby odwiedzić jeden z głównych punktów mojej trasy. Do historycznego centrum miasta udałem się liniowym autobusem, po czym od razu swoje kroki skierowałem w stronę muzeum archeologicznego. Od samego rana siąpił deszcz, więc pogoda nie nastrajała do zwiedzania, ale dzięki temu na miejscu byłem sam. Mogłem bez problemu oddać się rozmyślaniom.

To właśnie w tym miejscu Elio przeżywał pierwsze chwile swojego uczucia do Olivera.
Najpierw zwiedziłem budynek muzeum, później udałem się na stanowisko archeologiczne. To tam Elio zamyślony spacerował przytulony do starożytnych murów Groty Katullusa.

Grotte di Catullo, bo jak oficjalnie nazywa się to miejsce, to obszar obejmujący pozostałości rozległej i luksusowej rzymskiej willi, znanej od renesansu jako Jaskinie Katillusa i datowanej na czasy Augusta (koniec I wieku p.n.e. – początek I wieku n.e.).
Nazwa „Jaskinie” wywodzi się z relacji pierwszych podróżników, którzy w XV wieku pomylili porośnięte roślinnością ruiny budowli z naturalnymi jaskiniami. W przeszłości sądzono również, że willa należała do werońskiego poety Katullusa (84-54 p.n.e.), który zadedykował słynne wiersze miejscowości Sirmione. Willa nie mogła jednak należeć do Katullusa, gdyż powstała już po jego śmierci.

Paene insularum, Sirmio, insularumque
ocelle, quascumque in liquentibus stagnis
marique vasto fert uterque Neptunus,
quam te libenter quamque laetus inviso,
vix mi ipse credens Thyniam atque Bithynos
liquisse campos et videre te in tuto.
…Salve, o venusta Sirmio, atque ero gaude:
gaudete vosque, o Lydiae lacus undae:
ridete, quicquid est domi cachinnorum!
Con quale gioia e felicità ti rivedo
Sirmione, gioiello delle penisole e delle isole,
fra tutte quelle che il duplice Nettuno accoglie nei
chiari laghi e nei vasti mari!
A stento credo di aver lasciato la Tinia
e le terre bitinie e di rivederti fuori da ogni pericolo.
…Salve, o bella Sirmione, gioisci del tuo signore;
e gioite voi, o Lidie onde del lago:
risuonate, risate tutte della casa.
Caio Valerio Catullo

Z tymi emocjami, słuchając muzyki z filmu, wróciłem do miasta na szybki posiłek, po czym spacerem brzegiem jeziora udałem się na camping, gdyż na 17:00 byłem umówiony ja odbiór Elio z serwisu..
Jutro mam do przejechania prawie 107 kilometrów, więc dosyć szybko dzisiaj pójdę spać, żeby jutro być gotowym i wypoczętym do dalszej jazdy.

postaw mi kawę
jeśli podoba Ci się to, co robię i chcesz dodać mi energii, postaw mi wirtualną kawę.







































Dodaj komentarz