Życie na wsi kwitło od samego rana. Wyszedłem leniwie na balkon na porannego papierosa, a na dole w barze już siedzieli lokalesi i pili piwo, okoliczne baby rozstawiały swoje kramy z arbuzami i melonami, chłopi furmankami zajeżdżali pod sklep.

Spakowaliśmy manatki i zeszliśmy na dół. Poszliśmy do baru się pożegnać, a tam właściciel polewał wódę gościom. Była godzina 10:00.

Słabo się wczoraj rozciąganiem, więc pierwsze kilometry szły ciężko. Dziś w planach 100 kilometrów, więc zdążę się rozkręcić. Po 5 kilometrach zajechaliśmy do marketu na śniadanie, a ja do apteki po Acyklovir na opryszczkę, którą nam od tygodnia.

Zaraz za zabudowaniami rozpoczął się pierwszy podjazd dzisiejszego dnia. Poszedł nam całkiem sprawnie, jechało się przyjemnie w cieniu drzew. Po zjeździe odbiliśmy w lewo. Druga prowadziła teraz przez 40 kilometrów przez malownicze wioski.

Ruch samochodowy był praktycznie żaden, asfalt gładki, a druga prowadziła lekko w dół. Szło się bardzo sprawnie, jednak co chwila zwalnialiśmy żeby porobić zdjęcia uroczych domków oraz kapliczko-studni, które na tej trasie pojawiały się co kilkaset metrów.

Każda pomalowana była w śwuete wizerunki, większość z nich otaczały krzyże. Nad niektórymi wisiały liczne tajemnicze dla mnie napisy, jakby nazwiska osób, do których dana studnia przynależy.


W miejscowości Bălcești przystanęliśmy w przydrożnej piekarni żeby zjeść pizzę na kawałki i nabrać siły na kilka podjazdów, które czekały nas jeszcze na drodze do Craiovej. Zostało nam 40 km trasy, była godzina 14:00.


Niestety, znów wjechaliśmy na główną drogę, a ta zbudowana była z betonowych płyt, źle połączonych ze sobą. A właśnie zaczęły się podjazdy. Cały urok pierwszej połowy dnia minął, szczególnie dla mojego tyłka, który mocno ucierpiał na czterdziestu kilometrach nieustannych wybojów.

Do tego zaczął się silny wiatr wiejący na zmianę to w twarz, to z boku. 40 kilometrów jechaliśmy prawie 2 godziny.

Wjazd do Craiovej nie był zbyt ekscytujący. Przywitały nas wielkie kominy elektrowni, potem masywne, brutalistyczne blokowiska.

Musieliśmy zajechać jeszcze do Decathlonu żeby kupić elektrolity na dalszą podróż (nie da się ich dostać w zwykłych sklepach w Rumunii) i jakiś środek do prania odzieży sportowej.

W sklepie powiedzieli mi, że takich rzeczy jak środki do prania nie mają i żebym poszukał w pobliskim Auchan. Nie dałem za wygraną i zacząłem spacer między półkami. Oczywiście znalazłem – 3 rodzaje środków do prania odzieży: do outdooru, do nerino i do odzieży podstawowej.

Przy kasie okazało się, że tych preparatów nie mają w systemie, więc był problem ze skasowaniem ich. W końcu obsłudze udało się rozwiązać problem i mogliśmy ruszyć do wynajętego rano na bookingi mieszkania.
Jesteśmy po prysznicu, zaraz idziemy zwiedzać miasto. Coś czuję, że będzie ciekawie….


Craiova ma w swojej historii polski wątek: to tutaj 20 września 1939 roku marszałek Polski Edward Rydz-Śmigły wydał swój ostatni rozkaz do żołnierzy Wojska Polskiego. W 1939 r. przebywał tu internowany prezydent Polski Ignacy Mościcki. Zamieszkiwał w Pałacu Constantina Mihaila, co upamiętnia tablica na ścianie budynku.



postaw mi kawę
jeśli podoba Ci się to, co robię i chcesz dodać mi energii, postaw mi wirtualną kawę.







































Dodaj komentarz