dzień 6 – Brasov – Sibiu

3–4 minut

Poranki są coraz cięższe. Ciało zmęczone wysiłkiem nie wysypia się aż tak dobrze, regeneracja kuleje. W dodatku dziś w nocy trochę zmarzłem imprezy porannej toalecie zauważyłem, że zaczyna mi wyskakiwać opryszczka. Trzeba będzie zahaczyć o jakąś aptekę, żeby uzupełnić zapasy Heviranu. Przy okazji muszę podskoczyć do jakiegoś sklepu rowerowego, żeby kupić że 2 naboje do pompowania kół, przydadzą się w razie awarii na zbliżających się hardkorowych podjazdach.

Wojtek znalazł klimatyczną piekarnię więc zaczęliśmy od śniadania.

Wstąpilismy jeszcze do gotyckiego kościoła Biserica Neagră, bo z zewnątrz wygjadal.naprawe imponująco. Nazwę zawdzięcza pożarowi, który strawił go w XVII wieku. Udało nam się obu wejść za darmo dzięki mojej legitymacji osoby niepełnosprawnej.  Środek nas rozczarował, pomimo licznych fresków na stallach i perskich dywanów.

Znaleźliśmy nieźle zaopatrzony sklep rowerowy, więc kupiłem naboje z gazem i ruszyliśmy w kierunku Râșnova. Jechało się nieźle, z lekkim wiatrem w plecy. Pogoda sprzyjała, było przyjemne kilkanaście stopni i lekkie słońce.

Râșnov został założony w XIII wieku przez Krzyżaków. Na wzgórzu nad miastem góruje warowny zamek. Został zdobyty tylko raz, przez Gabriela Batorego, w 1612 roku. Urodzony w Oradei, był synem namiestnika Krasnego Stefana Batorego, wnukiem Andrzeja Batorego (zm. 1563), brata króla polskiego Stefana Batorego. Jego stryjem był Andrzej Batory, książę Siedmiogrodu i biskup warmiński.

Za Râșnoven wjechaliśmy w lasy Parku Narodowego Piatra Craiului i zaczęliśmy główny podjazd dzisiejszego dnia. Do pokonania mieliśmy  około 150 metrów w pionie, więc nie stanowiłony to wyzwania, gdyby nie ogólne zmęczenie nóg i ból tyłków po kilku dniach w siodle. Na górze zrobiliśmy chwilowy odpoczynek i rozpoczęliśmy długi na prawie 20 kilometrów zjazd.

Widoki po drodze i znikomy ruch rekompensowały nam zmęczenie.

Potem zaczęła się najbardziej monotonna część dnia. Mijaliśmy liczne podgórskie miejscowości, każda podobna do poprzedniej. W pewnym momencie po lewej stronie zaczęły wyłaniać się masywy Gór Fogaraskich.

W miarę zbliżania się, próbowałem odnaleźć dolinę, w którą będziemy wjeżdżać za 2 dni. Czeka nas wtedy morderczy podjazd na wysokość 2040 metrów nad poziomem morza.

W pewnym momencie słońce pięknie oświetliło pokryte lasami znicza a mi do oczu napłynęły łzy. Myslakem o tym widoku od kilku miesięcy, teraz byłem częścią tego marzenia i nie mogłem uziwsrzyc własnym oczom, że za 2 dni będę tam gdzieś na szczycie.

W miejscowości Arpașu de Jos zatrzymaliśmy się na posiłek w małej, skrytej w podwórzu domostwa restauracji. Obsługiwała nas może 8-9 letnia dziewczynka, która płynnie mówiła po angielsku.

Po wciągnięciu carbonary ruszyliśmy w stronę Szybina. Zostało nam niespelna 50 kilometrów do celu.

Droga była masakryczna. Prowadziła ruchliwą trasą, co prawda z widokami, ale nie byliśmy w stanie na nie patrzeć no musieliśmy min stop być czujni z powodu mijających nas z dużą prędkością TIRów. Kierowcy w Rumunii nauczeni są ostrzegac rowerzystów klaksonem. Uważam że to poroniony pomysł i zwyczaj, który bardziej szkodzi niż pomaga. Za każdym razem kiedy ktoś na mnie z tyłu trąbi, spinam mięśnie żeby się nie wywrócić i jestem przerażony nagłym dźwiękiem.

Na 2o kilometrów przed miastem zaczął się niespodziewany dla mnie podjazd. Zrobiłem go swoim tempem, na spokojnie, a potem mogłem oddać się przyjemnemu zjazdowi. Akurat w jego trakcie na drodze na chwilę zrobiło się pusto i mogłem korzystać z całej szerokości jezdni.

10 kilometrów przed Szybinem nasza trasa nagle zmieniła się w autostradę z zakazem jazdy rowerem. Powoli zmierzchało a my musieliśmy szukać objazdu. Komoot wyprowadził nas w pole, dosłownie, a potem trasę przecinał kamienisty strumień.

Do miasta dojechaliśmy już po ciemku, na tzw. pociąg, jadąc jeden blisko za drugim, ponieważ ja miałem tylko przednie światko a Wojtek tylko tylnie.

Po szybkim ogarnięciu się i wstawieniu prania, o 22:30 wyszliśmy na miasto żeby zjeść kolację. Na szczęście miasta w Rumunii żyją o tej porze i bez problemu znaleźliśmy miejsce, gdzie serwowali burgery, o których marzyliśmy od kilku dni.

postaw mi kawę

jeśli podoba Ci się to, co robię i chcesz dodać mi energii, postaw mi wirtualną kawę.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

jadę dalej